Jacek, Andrzej, Adaś i Brandon

Przestajesz być najważniejszy

Tekst: Mariusz Kurc

 

Jacek i Andrzej Kacprzak-Kubińscy opowiadają o sobie, o swoich synach i o życiu w Wielkiej Brytanii

 

Pytam o ich zwykły dzień. Jacek i Andrzej Kacprzak-Kubińscy patrzą na siebie lekko zdezorientowani, pytanie chyba nie jest najmądrzejsze.

 

Jacek: Budziki mamy dwa, a nawet trzy. Zanim o siódmej zadzwoni ten właściwy, obaj chłopcy przychodzą do nas do sypialni i oznajmiają: koniec spania! Potem jest mycie, ubieranie, śniadanie i wychodzimy. Czasem ja zaprowadzam synów do szkoły, czasem Andrzej. Na szczęście, obaj czas pracy mamy elastyczny. Po szkole obiad? Właściwie co tu opowiadać? Dużo hałasu jest cały czas. Między siódmą a ósmą chłopcy idą spać.

 

Taki mniej więcej rytm życia mają od prawie dwóch lat, czyli odkąd adoptowali Adama (dziś 6-letniego) i Brandona (dziś 4 letniego). Mieszkają w Brighton. Od pięciu lat są w związku partnerskim, który teraz zamienią na małżeństwo, od 10 grudnia taka zamiana jest już w Wielkiej Brytanii możliwa.

 

Nie ma opcji?

 

Jacek ma 39 lat, Andrzej ? 36. Razem są od sześciu. Pochodzą z Gdańska. Poznali się w sopockim klubie gejowskim ?69?. Tydzień później kolega Jacka zawierał związek partnerski w angielskim St Ives. Na wesele pojechali już jako para. Jacek: Mieszkałem w Wielkiej Brytanii już wcześniej, widziałem, że to jest inny świat niż w Polsce. O wyjeździe na stałe za granicę zaczęli rozmawia krótko po poznaniu się.

 

Czy homofobia grała rolę w ich decyzji o emigracji?

 

Jacek: Grała. Ja już byłem ?zarażony? – zobaczyłem, jak otwarcie i swobodnie tu można żyć. W Gdańsku nasza sąsiadka ?zwęszyła?, że jesteśmy parą, robiła nieprzyjemne przytyki. Tu można chodzić za rękę po ulicy i nikt się nawet nie obejrzy, chyba że Polacy (śmiech). Drag queens zobaczyć można nie tylko w klubie, ale też i np. na zwykłych zakupach. Tu jest bardziej kolorowo. No, i są związki partnerskie, a teraz też już małżeństwa.

 

Andrzej: Dla mnie to był jednak rodzaj szoku. Musiałem się nauczyć żyć normalnie, to znaczy bez tego zakłamania. Chodzenie za rękę to przecież jest zwykła rzecz, ale w Gdańsku ? zapomnij. Jak się skosztuje tego normalnego życia, to dopiero widać, jak człowiek w Polsce był zastraszony.

 

Andrzej prowadził w Gdańsku zakład fryzjerski wraz ze swym byłym chłopakiem. Wyjazd był skokiem na głęboką wodę: Byłem przyzwyczajony do pracy na swoim, nie znalem angielskiego.

 

Z pracą nie było problemu. Jacek pracuje jako kierownik regionalny jednej z firm. Andrzej szybko znalazł zatrudnienie w swoim zawodzie. Musiałem tylko iść na bardzo intensywny kurs angielskiego, ale dałem radę. Kiedy wiesz, że dobrze znasz język? Jak możesz się w nim kłócić. Już ten chrzest przeszedłem. Tylko repertuar przekleństw pewnie mam mniejszy, niż przeciętny Anglik (śmiech).

 

Kiedy pojawił się pomysł, by powiększyć rodzinę?

 

Andrzej: Jakieś trzy lata temu. Wiesz, ja nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek zostanę ojcem. Od tego chyba trzeba zacząć: jak jesteś gejem i dorastasz w Polsce, to opcję ?rodzicielstwo? po prostu wyrzucasz z głowy. Nawet tego nie rozpatrujesz. Człowiek się godzi z tym, że nie będzie ojcem, bo nie ma wyjścia. Dopiero tu zobaczyłem, jak ten polski świat cię ogranicza, jak robi z ciebie kogoś drugiej kategorii, kogoś mniej wolnego, niż reszta. I sam w te buty wchodzisz. Tu na paradzie w Brighton widzieliśmy anonse agencji adopcyjnych zachęcające pary jednopłciowe do adopcji! Na ostatniej paradzie sami reklamowaliśmy ?naszą? agencję.

 

Jacek: Osiągnęliśmy stabilność i stwierdziliśmy, że możemy zadbać nie tylko o siebie. Już się wyszaleliśmy, trzydzieści parę lat to chyba jest dobry wiek na ojcostwo. A że jesteśmy gejami? no i co z tego?

 

Nadajemy się czy nie?

 

Andrzej: Tutejsze agencje adopcyjne organizują specjalne spotkania dla osób, które chcą zostać rodzicami. Omawiane są wszystkie możliwości razem z praktycznymi szczegółami. Jeśli chodzi o pary gej/les, to trochę inaczej mają pary dziewczyn, inaczej pary facetów. Np. dowiedzieliśmy się wszystkiego o matkach surogatkach. Doszliśmy do wniosku, że to nie dla nas. Po pierwsze: nie było nas stać. Po drugie: może lepiej, zamiast powoływać nowe życie na świat, pomóc dzieciom, które już na tym świecie są, tylko nie miały tyle szczęścia?

 

W Wielkiej Brytanii adoptować dziecko może singiel/singielka lub para, zarówno małżeńska, jak i związek partnerski, jak i para żyjąca nieformalnie – ważne, by związek trwał co najmniej trzy lata. Trzeba mieć ukończone 21 lat. Żadna agencja adopcyjna nie ma prawa odmówić adopcji tyko ze względu na fakt, że para jest jednopłciowa.

 

Czy fakt, że są parą gejowską, miał znaczenie na jakimkolwiek etapie adopcji?

 

Jacek: Nie. Czekaj, raz miał. Jedno ze standardowych pytań testowych, które nam zadano, brzmiało: ?Jak byś zareagował, gdyby dziecko w przyszłości zrobiło coming out?? Pracownik socjalny – nasza prowadząca, która je odczytała, uśmiechnęła się i powiedziała: ?Panowie chyba nie mieliby z tym problemu, tak?? Ale też zapytano nas, jak wyjaśnimy dzieciom, gdy zapytają, jak powstała nasza rodzina ? o co chodzi z tym, że u jednych dzieci jest mama i tata, a u innych ? tata i tata, albo mama i mama.

 

W Polsce z procesu adopcyjnego eliminuje się pary gejowskie i lesbijskie, w Wielkiej Brytanii ? eliminuje się homofobów.

 

Pytam też, czy odczuli jakiekolwiek nierówne traktowanie, ponieważ są emigrantami z Polski.

 

Andrzej: Nie. Tylko ewentualnie nieznajomość angielskiego mogłaby być problemem.

 

Agencja adopcyjna organizuje kurs przygotowawczy dla przyszłych rodziców. Są m.in. zajęcia z psychologami, pracownikami socjalnymi, którzy opowiadają o możliwych zachowaniach dziecka spowodowanych traumami. Samo wejście do nowego domu, do kompletnie nieznanego otoczenia to wielki stres. Bywa, że dochodzi do samookaleczeń, walenia głową o ścianę.

 

Na szczęście nasi synowie przeszli ten proces gładko. W ramach kursu mieliśmy też spotkania z rodzicami, którzy już wychowują adoptowane dzieci, a także z dorosłymi, którzy kiedyś zostali adoptowani.

 

Czy już zapytali?

 

Wybór dziecka

 

Jacek: Są strony internetowe, gdzie możesz przegląda niektóre profile dzieci do adopcji. Pełny dostęp otrzymujesz po panelu kwalifikującym cię do bycia rodzicem adopcyjnym. Czytasz opisy, oglądasz zdjęcia, ale ?oglądania/poznawania? samych dzieci nie ma na tym etapie. Nie możesz ich traktować jak towarów w sklepie. Myśmy tylko od początku chcieli adoptować rodzeństwo i najlepiej, gdyby miało polskie korzenie.

 

Udało się. Dopiero, gdy wybraliśmy i zostaliśmy ?zakwalifikowani? do tych konkretnych dzieci, zaczęły się komisje, zebrania, spotkania – bo pracownicy socjalni muszą by pewni, że jesteś zdecydowany w stu procentach.

 

Wreszcie: wielkie emocje ? pierwsze spotkanie. Nasi synowie byli w rodzinie zastępczej w innym mieście. Pojechaliśmy tam i przez tydzień mieszkaliśmy w hotelu, spotykaliśmy się z nimi godzinę, dwie, trzy dziennie. Takie stopniowe zapoznawanie się. Potem oni przyjechali do nas do Brighton, zamieszkali z opiekunką w hotelu ? i znów spotkania, wspólne zabawy, spacery. Aż w końcu przeprowadzka.

 

Muszą pewnie ten dzień dobrze pamiętać.

 

Jacek: Jasne. 25 kwietnia 2013 r. Całe życie się zmienia. Nie tylko fizycznie więcej zajęć, ale też psychicznie ? wszystko na nowo musi się w człowieku ułożyć.

 

Andrzej: Sam dla siebie przestajesz być najważniejszy, teraz już ważniejsi są oni. Ogromna odpowiedzialność, ale przyjmujesz to. Po prostu nie może się im stać krzywda – twoja w tym głowa i koniec. I przychodzi miłość ? to są już nasze dzieci.

 

Czy synowie zapytali już, dlaczego mają dwóch tatusiów, a nie mamusię i tatusia?

 

Andrzej: Nie, jeszcze nie. Kilka razy byliśmy na kempingach z innymi tęczowymi rodzicami. Mamy znajome tęczowe rodziny w Brighton i w Londynie. Chłopaki widzą, że inne dzieci też czasem mają dwóch tatusiów albo dwie mamusie. Ważne jest, by nie robić z tego wielkiej sprawy. Wychowawczyni Adama opowiadała, że mieli lekcję o rodzinie i Adam podobno powiedział, że ma najfajniejszą rodzinę na świecie. U Brandona w zerówce na ścianie wiszą portrety rodzin wszystkich dzieci. W samym środku ? my. Jego wychowawczyni wie o nas, wiedzą też inni rodzice.

 

Razem na Paradę

 

Jacek i Andrzej oczywiście zdają sobie sprawę, jak ta cała ich normalność brzmi w Polsce ? kontrowersyjnie, dla niektórych pewnie wręcz skandalicznie.

 

Jacek: Tu o emancypacji osób LGBT mówi się jako o ?wychodzeniu z ukrycia?. W Polsce to nazywa się ?promocja homoseksualizmu?, przy okazji adopcji mówi się zaraz o molestowaniu, gwałtach. Przecież takie rzeczy, jeśli się zdarzają, to niezależnie od orientacji seksualnej rodziców.

 

Andrzej: Sami na własnej skórze odczuliśmy, że związek partnerski, małżeństwo to nie tylko papierek, prawa i obowiązki. To również inne funkcjonowanie. Oficjalny związek wiąże mocniej. W Polsce słychać tyle narzekania, że związki gejowskie są nietrwałe. Założę się, że gdyby małżeństwa różnej płci nie istniały, to pary hetero rozstawałyby się dużo częściej. A, i tak przecież, ile jest rozwodów?

 

Jacek: Teraz doradzamy dwóm dziewczynom z Polski w procesie adopcji. Myślimy, by otworzyć profil na Facebooku ?adopcja przez pary jednopłciowe w Wielkiej Brytanii?. Nasza agencja adopcyjna PACT z Reading otrzymała niedawno rządową dotację na biuro w Brighton skierowane głównie, ale nie wyłącznie, do par jednopłciowych.

 

Jedynym problemem okazało się uzyskanie dla chłopców polskich paszportów.

 

Jacek: Nie było opcji, żebyśmy figurowali jako rodzice naszych synków. Trudno. Nie będą mieli polskich paszportów. Będą obywatelami Wielkiej Brytanii.

 

Pytam na koniec, czego im życzyć.

 

Andrzej: Jest dobrze, a więc: żeby się nic nie zmieniało. Żeby dzieciaki się dobrze chowały tak, jak do tej pory.

 

Jacek dorzuca: Żeby takie wywiady nie były w Polsce potrzebne.

 

Dla wszystkich pragnących uzyskać więcej informacji na temat adopcji w Wielkiej Brytanii, Jacek i Andrzej założyli specjalny adres e-mail: adopcjadzieckawuk@gmail.com