Marzena, Dorota i Asia

Grzebienisko ? moje miejsce na Ziemi

 

O partnerce Dorocie i o córce Joasi, o coming oucie, o życiu na wsi i o tym, co jest do zrobienia w Grzebienisku z sołtyską Marzeną Frąckowiak rozmawia Mariusz Kurc

 

Od kiedy jest pani sołtyską Grzebieniska?

 

Od 30 marca tego roku.

 

Właściwie powinienem zacząć od gratulacji.

 

Dzięki.

 

Startowała pani po raz pierwszy? Prowadziła pani kampanię?

 

Kampania to za duże słowo. Nie szykowałam się na sołtyskę. Startowałam w zeszłorocznych wyborach samorządowych na radną i przegrałam siedmioma głosami. Teraz, gdy okazało się, że będzie tylko jeden kandydat, stwierdziłam: co to za demokracja? Powinien chyba być jakiś wybór. Zdecydowałam się więc, bo wychodzę z założenia, że jak coś trzeba zrobić, to nie należy szukać wykonawców wśród innych, tylko samemu też czasem podjąć wyzwanie. Zgłosiłam się i wygrałam bez specjalnej ?kampanii?. Mogę się pochwalić, że zdobyłam ponad 80% głosów.

 

Gratulacje raz jeszcze.

 

Dobrze wiedziałam, na czym polega ta funkcja, bo moja mama ją pełniła, też była sołtyską.

 

W Grzebienisku?

 

Tak. Mama mieszka w tym samym bloku co my. Wiem dobrze, że jest sporo biegania, załatwiania, że miewa się gorsze dni, że zawsze znajdują się jacyś niezadowoleni. Ale też przychodzi satysfakcja, jak się coś uda zrobić.

 

A pani mieszka w Grzebienisku od…?

 

Od urodzenia. Panie Mariuszu, już nie czekając na pana pytanie. Jestem z Dorotą, moją partnerką od jedenastu lat. Od siedmiu mieszkamy w Grzebienisku razem. Cała wieś wie. Nikt mi nie może zarzucić, że nie wie, w jakim ja związku żyję. Co prawda nie stanęłam na ulicy i nie krzyknęłam, że jestem osobą homoseksualną, ale żyjemy otwarcie. Zawsze mówię ?poszłyśmy, byłyśmy, zrobiłyśmy?. 900 osób tu mieszka i wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, wie pan, jak to jest na wsi.

Tym bardziej, że ja od paru lat jestem Przewodniczącą Rady Rodziców u córki Joasi w szkole. Razem z partnerką bierzemy czynny udział w życiu wsi i w życiu szkoły. Nie ma problemu. Córka w czerwcu kończyła szkołę podstawową i dostałyśmy od Pani Dyrektor dyplom za wzorowe wychowanie córki – jesteśmy na nim wymienione obie z Dorotą.

 

Super. Czyli ten wywiad dla nikogo we wsi nie będzie niespodzianką.

 

Nie będzie, tylko nie wiem, czy wiele osób u nas czyta ?Replikę? (śmiech)

 

To jeszcze tylko się upewnię: naprawdę z żadną homofobią się pani nie spotkała w najbliższym otoczeniu?

 

Podobno po wyborach jakiś facet powiedział, że ?ciota wygrała?, a jego kumpel na to: ?bo ta ciota ma większe jaja niż ty?. Podobno. To jest wszystko.

U Aśki w szkole jeden chłopak coś palnął o mnie. Dotyczyło to mojego wyglądu a nie mojej orientacji, ?oberwał? zaraz od Aśki, reszta klasy stanęła po jej stronie. Więcej żadnych incydentów sobie nie przypominam. Nikt mi kamieniami w okna nie rzuca, nikt nie wyzywa.

 

?Ciota? to obelga bardziej na geja niż na lesbijkę.

 

Może coś mu się pomieszało, nie wiem. Wie pan, mnie ludzie tu znają od zawsze i nie postrzegają przez pryzmat tylko homoseksualizmu. Ja ciągle jestem tu wśród nich, jestem jedną z nich, mamy tyle wspólnych spraw ? a jednocześnie chyba nie bardzo ich obchodzi, w jakim żyję związku, ani co robię w łóżku.

I jeszcze coś panu powiem jako przykład. Na wsi bardzo ważna jest współpraca sołtysa z plebanem. Ja jestem osobą tak zwaną niepraktykującą – i ja z tym plebanem współpracuję i to całkiem dobrze. On też wie. Przychodzi do nas na kolędę, bo moja partnerka jest wierząca i praktykująca. Wszystko się da ułożyć, tylko trochę szacunku potrzeba.

W gminie też złego słowa nie usłyszałam. Pomagają mi, nakierowują mnie, gdy trzeba się w różnych procedurach rozeznać, bo wiele rzeczy pierwszy raz robię jako sołtyska. Byłam na szkoleniu odnośnie środków unijnych, powiedzieli mi, że wiedzą, że jestem z kobietą.

W pracy ? jestem doradcą serwisowym w salonie samochodowym w Poznaniu, (Grzebienisko leży 25 km od Poznania ? przy. MK) – też wiedzą, w każdym razie na pewno kilka osób; a ja też już czuję, że mogę to powiedzieć. Trzeba znaleźć w sobie siłę i determinację.

 

Jak się tę siłę znajduje?

 

Swoje już przeszłam. Kiedyś ciągle się zastanawiałam ?co ludzie powiedzą??. Martwiłam się wszystkimi dookoła, tylko nie sobą ? i poszłam schematowo, to znaczy poznałam mężczyznę, był ślub. Pojawiła się Aśka. Po jakimś czasie coraz bardziej zaczęło do mnie docierać, że nie dam rady. Nie mogę powiedzieć, że z mężem nie było żadnego uczucia. Było. Ale to po prostu nie była moja bajka. Rozstaliśmy się. Mogłam czekać do pięćdziesiątki, odchować dziecko i wtedy dopiero zacząć być sobą, ale to przecież połowa życia by była, albo i więcej.

 

Mogę zapytać o relacje córki z byłym mężem?

 

Są dobre, Asia odwiedza ojca, kiedy tylko chce. On mieszka sześć kilometrów stąd.

 

Czyli Asia ma tatę niemal na co dzień.

 

On ją, moim zdaniem, za bardzo rozpieszcza. Daje jej czasem za duże kieszonkowe i wtedy dzwonię do jego obecnej żony i ona go do pionu sprowadza (śmiech)

Zdaję sobie sprawę, że dla niego ta cała sytuacja też musiała być niełatwa. Ukrywanie się, szafa ma negatywne skutki nie tylko dla samej osoby ukrywającej się – dla jej otoczenia też. Wiele lesbijek bywa mężatkami? Tym bardziej się cieszę, że oboje wyszliśmy na prostą.

 

Jak pani poznała Dorotę?

 

Przez Internet. Jak ją dorwałam na czacie, to zamiast standardowej rozmowy wylałam jej wszystkie swoje żale ? i chyba to ją ujęło. Po miesiącu korespondencji spotkałyśmy się i ? tak, to było to. Dorota dla mnie się tu przeprowadziła z Pomorza. Najpierw do Poznania. Tam trochę u niej pomieszkiwałam. Potem do Grzebieniska. Początkowo mieszkałyśmy u moich rodziców, a teraz już jesteśmy na swoim.

Stopniowo, etapami to wszystko robiłam ze względu na Asię.

 

Asia pytała o związek mamy?

 

Zaczęła, gdy miała jakieś 6 czy 7 lat. Wyjaśniłyśmy jej, że są różne rodziny, nie wszystkie dzieci mają mamę i tatę. Teraz to akurat weszła w okres buntu i ma ciągle swoje dodatkowe dwa zdania do powiedzenia (śmiech). Dorota ma z nią obecnie chyba lepszy kontakt niż ja. Ja jestem ta mama bardziej techniczna. Od spraw organizacyjnych, od wycieczki na rowery, od pójścia na ryby. Dorota jest bardziej od spraw sercowych i tych ?babskich? ? jakieś kosmetyki, jakieś rady, jak się maluje paznokcie. Jeśli chodzi o szkolne przedmioty, to ja jestem od języków i od historii, Dorota ? od reszty.

Jesteśmy jak każda inna zwykła rodzina, tyle że są dwie kobiety. I chyba jesteśmy bardziej otwarte, z Aśką rozmawiamy więcej. Nawet bym powiedziała, że jesteśmy wrażliwe na tym punkcie ? jak ona pyta, to nigdy jej nie zbywamy.

 

To wrócę do mojego pytania: skąd się bierze tę siłę, by, będąc osobą homoseksualną, móc być sobą otwarcie.

 

Najtrudniej wyjść z szafy właśnie przed samą sobą. Jak człowiek sam się z tym pogodzi, to już jest dobrze. Potem rodzina, przyjaciele ? z niektórymi kontakt zanikł, kto nie potrafił mnie zaakceptować, to trudno – ja się nie zmienię, wbrew naturze postępować nie będę, mam to już za sobą. Mnie i tak pięciotonowy ciężar z pleców zszedł po pierwszych coming outach. Żadnych specjalnych porad tu nie dam ? każda szafa jest trochę inna. Trzeba tę determinację samemu w sobie znaleźć. U jednej osoby to trwa miesiąc, u innej parę lat.

Natomiast teraz, w tym wyjściu na zewnątrz, to dużą rolę odegrała sama Asia. Chciałam, by poznała inne dzieci wychowywane w takich rodzinach, jak nasza. Żeby ona nie czuła się taka jedna jedyna. Miedzy innymi dlatego zgłosiłyśmy się w tym roku do badań fokusowych dotyczących ?Rodzin z wyboru?.

 

Jak się o nich dowiedziałyście?

 

Było ogłoszenie w ?Replice?.

Na ?fokusach? poznałyśmy wiele osób i rodzin ?tęczowych? i stwierdziłyśmy, że trzeba zacząć coś robić, integrować się i nie patrzeć, czy to komuś zawadza, czy nie. Aśce ?fokusy? też pomogły ? poznała inne dzieciaki, również rówieśników wychowywanych przez dwie mamy. W Poznaniu rozkręcamy teraz grupę ?Tęczowych Rodzin?. Chcemy się poznać, zintegrować a przede wszystkim wspierać. Robimy to dla naszych dzieci, ale również i dla nas samych. Są pary, które naprawdę nie mają żadnego wsparcia. Chcemy to zmienić.

Bardzo mi się podobało, jak Asia na ?fokusach? odpowiedziała na pytanie, kto jest dla niej rodziną. Że to są te osoby, które są najbliższe sercu, te, na które zawsze można liczyć. Rodziną może być przyjaciel, nie musi być więzów krwi.

 

Doskwiera wam, że Dorota, ta ?mama społeczna?, nie ma żadnych praw ani obowiązków wobec Asi?

 

To doskwiera chyba wszystkim takim rodzinom! Gdyby mi się coś stało? Asia jest na tyle duża, że może sąd wziąłby pod uwagę jej zdanie, ale tego nie wiemy. Prawo nie stoi po naszej stronie, według prawa Dorota jest dla niej obcą osobą.

Według prawa wspólnie tworzony od 11 lat majątek, też nie stanowi naszej wspólnej własności.

 

A Asia pewnie Dorotę wymienia jako najbliższą zaraz po pani.

 

W niektórych kwestiach to nawet Dorota chyba jest na pierwszym miejscu.

 

Zawsze pani miała ?żyłkę społecznika??

 

To po mamie, która mnie motywowała. Wkurza mnie bezczynność. Wiele osób uwielbia krytykować, nie zdając sobie sprawy, ile trzeba czasu poświęcić na załatwienie nawet jakiejś drobnostki. W szkole w Grzebienisku uczy się 300 dzieciaków, a rodziców zaangażowanych może jest z 10-12 osób. A przecież to, co robimy: organizacja wycieczki, nagród na koniec roku, ogniska z kiełbaskami na Dzień Dziecka, robimy dla naszych dzieci. Budowa placu zabaw, nocne podchody, festyn rodzinny… jest tyle do zrobienia, tylko ze nadal większość woli zaszyć się w domu przed telewizorem.

Jako sołtyska zajmuję się różnymi sprawami ? aż by się pan zdziwił ? od takich, że ktoś ma złą nawierzchnię przy wjeździe do domu i mu się kurzy, bo życzyłby sobie tłuczeń a ma pozbruk i od tego się podwozie w aucie brudzi ? do takich nawet czysto rodzinnych ? i ja mam być rozjemcą w konfliktach.

Obecnie we wsi kładą światłowody, więc też mam co robić, ponieważ zawsze znajdzie się jakiś niezadowolony mieszkaniec.

Mamy tu stare korty tenisowe, które trzeba wyremontować. Pracy jest sporo, ale nie będę narzekać.

W mieście nigdy nie mieszkałam i nie chcę, to nie dla mnie. Do Poznania w razie czego jest blisko, a tu jest spokój, cisza, wokół lasy, jezioro.

We wrześniu ruszamy ze świetlicą popołudniową dla dzieci, to efekt współpracy z Panią Anią z biblioteki.

 

Trzymam kciuki. Proszę pozdrowić mieszkańców.

 

Dziękuję. Może na koniec jeszcze wspomnę, że życie na wsi wcale nie musi być złe i nudne. I jeszcze: my z Dorotą nie jesteśmy tu jedyną parą LGBT.

 

Serio? I pewnie powie pani, że ta druga para też bezproblemowo funkcjonuje w Grzebienisku?

 

Dokładnie tak. Prowadzą sklep, nie bankrutują, przeciwnie, coraz lepiej im idzie. Bez akceptacji w tak małej społeczności nie byłoby to możliwe. Więc po co robić problem tam, gdzie go nie ma?